piątek, 7 marca 2008

O chorobie Łosia

Jak już co niektórzy z Szanownych Państwa wiedzą, Łoś jest chory.
Właściwie nawet dość mocno chory. I jak ja to właściwie ciągle mawiam "przypadki chodzą po ludziach, ale po niektórych w przyciężkawych butach", to mimo wszystko kto uwierzyłby w pojawienie sie tej samej choroby, w tej samej rodzinie, w tym samym czasie? Odpowiedź brzmi - nikt! Tak też jak sprawa wyszła na światło dzienne, to w miejscowości, w której Łoś mieszka, a jest to małe miasteczko (pozdro dla Sarzyniaków) zrobiło się gorąco. Bo jak to tak? - w rodzinie, w której matka zmarła na zawał, ojciec zachorował na raka, przyszła kolej na najmłodsze z dzieci? Kara boska czy cuś?
No właśnie...i tu się zaczęło. Jedna znajoma wpadła wieczorem i podarowała Łosiowi różaniec z Ziemi Świętej. Fajna rzecz - pomyślałam. Pech chciał, że cała rodzina wraz z ojcem, który podobno ledwo zipie (a ma się lepiej niż kiedykolwiek) cięła w tysiąca przy piwku, mając wszystkie choroby świata daleko w lędźwiach.
Ciotka, która lubi do kieliszka zajrzeć, zaoferowała swoją własną wątrobę lub nerkę, co oczywiście wzruszyło nas potwornie i powaliło dwa razy na glebę. Swoją drogą nikt nerki, a tym bardziej wątroby nie chciał.
A co najważniejsze, nawet daleka rodzina postanowiła nawiązać kontakt, bo to tak trzeba, bo to taki ciężki czas.
Powiem Wam, że litość, to najgorsza rzecz na świecie, a Łoś, który może i chory jest, to ma się git i jest na najlepszej drodze do wyleczenia, choć słoików do piwnicy wynosić nie chce, nie wspominając nawet o śmieciach.
Acha, i rak wcale nie równa się od razu śmierć! Pamiętać!

Łosiu jak mi dzisiaj tej skóry nie zrobisz, to wiesz co Cię czeka?

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Łoś się odzywa ;], żyję sobie i jest pozytywnie ;]. Grafikę ci zmienię, ale nie ma pośpiechu. Wakacje mam :P

Ewka pisze...

Ja ci dam wakacje! Do roboty w te pędy się bierz, a nie będziesz budyń jadł!

Anonimowy pisze...

a właśnie, idę budyń robić, widzisz jaki zajęty jestem ;]. Dzisiaj muszę stwierdzić siostra, że buraczejesz ;] . Pozdrówki :)

Ewka pisze...

Buractwo to nasza rodzinna przypadłość, zauwazyłeś?

Anonimowy pisze...

To w genach idzie ;]

Ewka pisze...

Twoich chyba- ja u siebie nie zauwazyłam...hihi

Anonimowy pisze...

Mireczku ja tam wiem, że jesteś chłop na schwał, trzymam zaciśnięte kciuki za Twe zdrowie, dziś na Dzień Kobiet obiecuję wieczorkiem dobrym piwkiem Twoje zdrówko przepić z ulubionego kufelka :-) może to bardziej pomoże niż znoszone Ci różańce. A najlepsze lekarstwo to poczucie humoru, Ci którzy go nigdy nie tracą - nawet w najgorszych życiowych chwilach zobaczą uśmiech. Pozdrawiam końsko słodkie rodzeństwo. Karmina

Anonimowy pisze...

Kurczaki, te odnośniki w komentarzach mnie drzaźnią - nie wiem w co kliknąć żeby wyskoczyło, że "to Karmina a nie jakiś anonimowy" - podejmuję próbę drugą....

Anonimowy pisze...

Dzięki Karmino! Wypiłbym to piwko razem z Tobą za twoje zdrowie (w końcu to wasz dzień), ale piwa mi nie wolno jak i w cholere rzeczy które bym chciał ;]. Tak przy okazji, żeby nie pisać następnego komentarza wszystkim babom tutaj ;] wesołego święta, w szczególności mojej buraczanej siostrze, żeby chociaż końcówka tego dnia była bez nerwów. Buziaki dla wszystkich.

Ewka pisze...

Dzięki brachol, humor poprawił mi się znacznie, tylko nadal głupoty ludzkiej zrozumieć nie mogę...

Anonimowy pisze...

Dziekuje za zyczenia (kobieta jestem) i zycze szybkiego wyzdrowienia Losiowi, bo przeciez losie to zdrowe byki i byke co ich nie bierze. Ja do losiow mam slabosc, jako ze w Kanadzie mieszkam i jak widze losia to mi od razu serce mieknie i zaczynam mowic piskliwym glosem. Losiu, za Twoje zdrowie wiec wypijemy dzisiaj z mezem, a ze za oknem znow sniezyca i kompletnie nas zasypalo to zaraz sparwdze co tu sie da jeszcze wypic, bo nuda straszna przez ten cholerny snieg ;-)
Zdrowko! :-D

Powered By Blogger