poniedziałek, 10 grudnia 2007

Na pasach

Idę sobie dziś do pracy przyspieszonym krokiem, zważywszy jeszcze planowany zakup 10 plasterków ogonówki i pieczywo chrupkie. Idę sobie, patrzę zielone, więc niczego nie podejrzewając wpadam na pasy. Tak szybko jak wpadłam, tak szybko mnie powiew wiatru cofnął (do tyłu oczywiście:p)
Przede mną, w odległości kilku centymetrów pomknął zwapniony sierściuch w binoklach za kółkiem w jakimś tam aucie. Właściwie poczułam tylko szurnięcie. Jednego byłam pewna, gdybym obszczymura dorwała w swoje łapy, to najpierw kastracja a potem kamień na szyję i kierunek rzeka. Ma facet pecha, bo mam bardzo dobrą pamięć do twarzy.
Niech ja go....

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

mnie kiedyś na zielonym prawie po tyłku przejechał, gryzłam !!

Ewka pisze...

Niestety dziada nie udało mi się ugryźć, ale może i lepiej dla niego, a może lepiej dla mnie - taki zylasty się wydawał...

Anonimowy pisze...

Jeszcze go dorwiesz... A gdyby przypadkiem rejestracja OP była - czyli z naszych terenów - to daj namiary - my się nim zajmiem. Popamięta to skrzyżowanie ...

Ewka pisze...

Ewe? Czy nie należysz przypadkiem do mojej rodziny?

Anonimowy pisze...

Ostatnio koleżanka z pracy opowiadała o scysji w sklepie (notabene w Realu, bo u nas życie towarzyskie kręci się wokół Reala;-)) Facet zaczął tak prac drugiego, że wszystkich wcięło. Na początku dziewczyna myślała, że jakiś psychiczny, ale kiedy ten zaczął wykrzykiwać, że ty cha.mie i taki owaki, żebym ja przez ciebie musiał z pasów z dzieckiem uciekać to już nikt się do obrony ofiary nie kwapił. Normalnie lincz w biały dzień, ale się nie dziwię. Jeździ smarkateria jak chce... Jak mi się jakiś samochód na przejściu zatrzyma to albo tablice ma zagraniczne albo zaczynam się zastanawiać czy to nie podpucha;-))

Powered By Blogger