czwartek, 8 listopada 2007

Szkolenie - luz ,blues, rekreacja

Jadę na szkolenie. Jeszcze nie wiem dokładnie kiedy. Temat...coś tam o strategii sprzedaży. Nie ważne, ważne, że w czterogwiazdkowym hotelu, niedaleko od domu i szkolenie zakończy się bankietem. Cel imprezy- bliższe zapoznanie wariatów, z którymi kontakt odbywa się tylko i wyłącznie na łączach telefonicznych Będziemy się zatem integrować przy muzyce zespołu a'la Boyz (czyli bez rozluźniaczy ani rusz). Wiem, jestem szalona!
Mamy z Madziulą nie lada zadanie, bo Asiol zażyczył sobie komplet sztućców na 12 osób, a Gosiaczek szlafroczek, albo odwrotnie. Madziula spakowała małe majtki do dużej torby, a ja nie mam dużej torby, Rolada też nie. Trudno się mówi, aczkolwiek kilka reklamówek z Netto mam. Mamy nadzieję, że widok w pokoju hotelowym mamy na morze, chociaż czy to ma jakieś znaczenie? Nocą i tak nic nie widać.
A na koniec zagadka. Co ma Miśka na myśli mówiąc pikmik i pac babab?
Nagród jak nie było, tak i nie będzie!
Nara wiara!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Uwielbiałam szkolenia, ten klimat wypadu, śniadania z rana, szwedzkie stoły, lunche i kolacyjki a potem bibka do ranka kolejnego tematu szkolenia, ot zmora straszna o ile wykładowca bez serca - dletego zawsze Go upijaliśmy na nasz koszt haha -oni to kochają!!!!Inne rady na prive...

Anonimowy pisze...

Sweet - z gory uprzedziłaś, że nagród nie będzie i nikt nie chce brać udziału w konkursie :) Ja po dziecięcemu nie rozumie - u Ciebie jest tym trudniej, że nie wiadomo czy Michi po polski-dziecięcu czy niemiecku-dziecięcu mówiła... Sugeruję, aby Shell swym dzieciom to przeczytała - może one zrozumieją :)

Powered By Blogger