niedziela, 4 listopada 2007

Mały biały domek

Miałam ja sobie kiedyś, mieszkając za granicą, domek, tak na chwilę, ale miałam. Nawet ogródek miałam- kilka grządek, jedną jabłonkę, cholernie dużo trawnika do koszenia, długi żywopłot i 20 metrów chodnika do odśnieżania.
Domek jak domek, ale miał w sobie coś szczególnego, a mianowicie położenie.
Domek graniczył z domem starców i ...cmentarzem. Właściwie wszystko co ludzkie nie jest mi obce, więc mogłam ja i sobie przy cmentarzu mieszkać. A co, gorsze miejsce? Korona mi z głowy spadnie? Zawsze to i ciekawe doświadczenie, kiedy to sobie przez okno w pokoju dziecięcym lukasz, a tam w tle piękna stylowa kaplica cmentarna.
Najgorzej wychodziło mi koszenie trawy, bo jak tylko wywlekłam kosiarkę z garażu, to okazało się, że kogoś grzebać zamierzają i trzeba koszenie przełożyć. Nie było łatwo! Szczególnie cieszył nas początek listopada, kiedy to blask zapalonych zniczy pozwalał na oszczędność prądu. W domu panowała jasność. Jasność panowała również wtedy, kiedy sama wieczorami zostawałam w domu, bo mimo tego, że tchórzem nie jestem, wolałam mieć czysty obraz wyjścia ewakuacyjnego.

A teraz, jak mi piecyk gazowy znowu nawalił, to zatęskniło mi się strasznie za domkiem przy cmentarzu...

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Chciałabym domek, ale żeby sam się wybudował, bo jak o tym całym zamieszaniu pomyślę... Ale obok cmentarza niekoniecznie. Chociaż może to nie głupi pomysł - cały czas czułabym się jak u siebie;-))

Ewka pisze...

Do wszystkiego można się przyzwyczaić, do tego cmentarz to na zadupiach centrum kulturalne dla podeszłych wiekiem. Zawsze wiesz co w trawie piszczy:)

Anonimowy pisze...

My teraz w domku mieszkamy kosić nie umiem mąż to robi za mnie :) Odśnieżać będę musiała ale najgorsze to schodzenie do pieca ciągłe ... :(

Słomiana Wdowa pisze...

My mamy taki ambitny plan, aby zamieszkać niedługo w domku tzn. niedługo w słowniku mojego męża to kwestia jakiś 5 - 10 lat! Teraz natomiast jesteśmy otoczeni 4 kościołami! Gdzie nie pójdziesz WYRASTA KOŚCIÓŁ! A jak miło się robi, gdy wszystkie naraz zaczynają dzwonić :/

Anonimowy pisze...

Lepszy domek obok cmentarza niż domek obok burdelu.

Ewka pisze...

Rzeczywiście, mogło być gorzej

Anonimowy pisze...

A wiesz, że w tym roku idąc na cmentarz rozważaliśmy z Tatkiem takie budowanie domu z widokiem na cmentarz, nie żebyśmy sami chcieli, ale tam stoi taka ogromna chałupa w budowie. I robiliśmy sobie "podśmiechujki", że nie ma to jak romantyczna chwila, w tle pełnia księżyca, wycie psa i widok krzyży z tarasu hehehe brrr.... nie lubię horrorów, zmykam pozdrawiając.

Ewka pisze...

Karmina po miesiącu przestajesz zwracać uwagę na cmentarz, naprawdę. Najgorsze były, nie ukrywam, pogrzeby, ale do tego też można się przyzwyczaić

Anonimowy pisze...

A ja mieszkalam w Polsce niedaleko cmentarza i mam ciekawe wspomnienia z dziecinstwa, gdy szczytem odwagi byly wieczorne spotkania dziatwy szkolnej na cmentarzu. Ale tak bliska obecnosc cmentarza sprawia, ze sie o nim zapomina i wtapia sie taki w krajobraz lokalny znikajac z pola widzenia. Stary park wydawal sie ciekawszy i grozniejszy niz cmentarz. Wiecej zboczencow sie krecilo po parku polujac na dzieci, wiec balismy sie zywych raczej niz umarlych...

Ewka pisze...

Masz rację, cmentarz to miejsce jak każde inne, tylko spokojniejsze...A park taki sam mamy- zboczki i kiperzy win tegorocznych

Powered By Blogger